Cena ustalona w euro, faktura i zapłata w złotych. Na koncie nie ma waluty, w księgach nie ma różnic kursowych, główny księgowy jest zadowolony. A firma i tak traci na kursie — tylko nikt nie potrafi wskazać gdzie, bo ryzyko nie zniknęło. Zniknął po nim ślad.
Faktura denominowana to taka, w której cenę ustalono w walucie obcej, ale fakturę wystawia się i płaci w złotych. Kwota powstaje przez przemnożenie: 100 000 EUR razy kurs — zwykle fixing NBP z dnia poprzedzającego wystawienie faktury.
Dla porównania faktura czysta walutowa ma w walucie obcej wszystko: cenę, fakturę i płatność. To ona jest wersją, w której widać, co się dzieje.
Powód, dla którego firmy wybierają wersję denominowaną, jest prawie zawsze ten sam i pada zwykle z ust działu księgowości: nie będzie konta walutowego, nie będzie różnic kursowych, nie będzie problemu. Pierwsze dwie rzeczy są prawdą. Trzecia nie.
Kurs nadal decyduje o tym, ile złotych pojawi się na fakturze. Zmienia się tylko jedno: nigdzie w sprawozdaniu nie zostanie po tym ślad. Nie powstaną różnice kursowe na rozrachunkach, bo faktura jest złotowa. Nie powstaną różnice na środkach własnych, bo waluty nikt nie kupował ani nie sprzedawał.
Skutek jest taki, że kiedy pod koniec roku rentowność wychodzi niższa, nikt nie umie powiedzieć dlaczego. Obroty te same, koszty produkcji te same, wszystkie kontrakty zrealizowane, żadnych różnic kursowych w księgach. A pieniędzy mniej.
To jest najważniejsza rzecz w całym temacie i najczęściej mylona. Ryzyko kursowe nie zaczyna się w momencie wystawienia faktury. Zaczyna się dużo wcześniej — w chwili, gdy uzgodniono cenę w walucie obcej. Od tej sekundy wynik firmy zależy od kursu.
Kończy się natomiast w różnych momentach, w zależności od rodzaju faktury — i tu leży cała różnica praktyczna:
Przy fakturze denominowanej ryzyko kończy się w dniu wystawienia faktury — od tego momentu kwota jest złotowa i nic już jej nie zmieni. Przy fakturze walutowej trwa aż do wymiany waluty, czyli znacznie dłużej.
Wszystko powyżej dotyczy najczęstszej wersji: kurs z dnia poprzedzającego wystawienie faktury. Ryzyko biegnie wtedy od ustalenia ceny do wystawienia faktury, a potem znika — od tego momentu masz zwykłą złotową należność na konkretną kwotę.
W umowach spotyka się jednak drugą wersję, formalnie bliźniaczą, a praktycznie zupełnie inną: kurs z dnia zapłaty. Kwota faktury nie jest wtedy znana w chwili jej wystawienia — zależy od tego, co zrobi kurs do dnia przelewu. Ryzyko nie kończy się na fakturze, tylko biegnie dalej, przez cały termin płatności.
Różnica w praktyce jest dotkliwa. Przy pierwszym wariancie okres ryzyka trwa zwykle dni albo tygodnie i domykasz go w chwili, gdy wystawiasz fakturę. Przy drugim trwa tyle, co termin płatności, i domknąć go nie ma czym: nie masz należności walutowej, którą można sprzedać forwardem, bo należność jest złotowa — a jednocześnie jej wysokość zależy od kursu. Zabezpieczenie trzeba wtedy oprzeć na kwocie waluty wynikającej z ceny, nie na fakturze, i utrzymać do dnia zapłaty.
Jest też haczyk, który wychodzi dopiero przy opóźnionej płatności: jeśli kontrahent zapłaci dwa tygodnie po terminie, przelicznik idzie po kursie z dnia faktycznej zapłaty, więc jego zwłoka przesuwa Twoje ryzyko, a Ty nie masz na to wpływu. Warto wtedy zapisać w umowie kurs z dnia wymagalności, nie zapłaty — jedno słowo, a zdejmuje cały ten ogon.
Eksporter. Przyjmuje zamówienie przy kursie 4,50 i podaje cenę 100 000 EUR, licząc na 450 000 PLN. Kilka tygodni później, w dniu wystawienia faktury, fixing z dnia poprzedniego wynosi 4,35. Dział sprzedaży wystawia fakturę na 435 000 PLN. Brakuje 15 000 PLN i nigdzie nie widać, dlaczego.
Importer. Składa zamówienie przy dolarze po 3,65, cena 100 000 USD, w planie 365 000 PLN. Dostawca wystawia fakturę, gdy kurs stoi na 4,20 — czyli na 420 000 PLN. Do zapłaty o 55 000 PLN więcej, bez jednej różnicy kursowej w księgach.
Rozwiązanie jest proste, ale ma dwa terminy, których nie wolno pomylić.
Forward otwiera się w dniu ustalenia ceny. Nie wtedy, gdy przyjdzie faktura — wtedy jest już po wszystkim, kwota jest złotowa, a otwieranie czegokolwiek w tym momencie to już nie zabezpieczenie, tylko spekulacja na odrobienie straty.
Forward zamyka się w dniu wystawienia faktury. Nie w terminie płatności — bo żadnej waluty nie będzie, więc nie ma czego dostarczyć. Rozliczenie jest wyłącznie różnicowe.
Wróćmy do liczb. Eksporter otworzył forward sprzedaży 100 000 EUR po 4,50. W dniu faktury kurs to 4,35: faktura opiewa na 435 000 PLN, ale zamknięcie forwardu daje +15 000 PLN. Razem 450 000 PLN — dokładnie tyle, ile założono przy ustalaniu ceny.
Importer kupił forward na 100 000 USD po 3,65. Faktura przyszła na 420 000 PLN, zamknięcie forwardu dało +55 000 PLN. Koszt netto: 365 000 PLN, zgodnie z planem.
Jest jedna rzecz, która wywraca cały ten mechanizm, i nie jest nią rynek. Jest nią obieg informacji w firmie.
Dział finansowy dowiaduje się o ryzyku walutowym z faktur. Przy fakturach denominowanych nigdy żadnej walutowej faktury nie zobaczy — zobaczy złotówki. Nie będzie więc wiedział, że jest co zabezpieczać, ani kiedy, ani na jaką kwotę. Informacja musi do niego trafić osobnym kanałem, w chwili uzgodnienia ceny, od działu handlowego albo zamówień: „ustaliliśmy cenę 100 000 EUR, faktura będzie złotowa, otwórz forward i zamknij go w dniu wystawienia".
Bez tego jednego zdania nie ma zabezpieczenia. I to jest najczęstsze miejsce, w którym firmy tracą na tej konstrukcji pieniądze — nie na rynku, tylko na braku komunikacji między dwoma piętrami.
Na koniec asymetria, o której odbiorcy takich faktur zwykle nie mają pojęcia, a która wynika wprost z zapisu „fixing NBP z dnia poprzedzającego".
Fixing NBP na dziś jest ogłaszany około południa. Wystawca faktury zna go, zanim zdecyduje, czy wystawić fakturę jutro. Skoro jutrzejsza faktura użyje dzisiejszego kursu, wystawca może po prostu czekać, dopóki fixing rośnie, a wystawić dokument w pierwszym dniu, w którym kurs zawróci — zapisując na fakturze wczorajszy, czyli szczytowy poziom.
Na sekwencji 4,40 / 4,41 / 4,42 / 4,43 / 4,44, po której przychodzi cofnięcie, wystawca zainkasuje 4,44. Na 100 000 EUR to 444 000 zamiast 440 000 PLN — cztery tysiące złotych zdobyte bez jakiegokolwiek ryzyka, bo w każdej chwili wybiera spośród kursów już znanych.
Tekst powstał na podstawie webinaru Jacka Maliszewskiego „Faktury denominowane" (odc. 12), kanał AceMarketU-TV. Opracowanie własne — diagram, przykłady i wyliczenia są nasze i zostały przeliczone niezależnie.