Kurs budżetowy powstaje zwykle w jeden z dwóch sposobów: ktoś go wymyśla albo prezes go ogłasza. Oba kończą się tak samo — co miesiąc trzeba budżet aktualizować, a pod koniec roku tłumaczyć, dlaczego się nie udało. Jest trzecia droga: wyznaczyć kurs, który da się obronić liczbą, i bronić go systemem, a nie przeczuciem.
Kurs budżetowy składa się z dwóch części i każdą da się wskazać palcem w cudzym dokumencie — co jest tu całą sztuką, bo to znaczy, że nie jest to niczyje widzimisię.
Pierwsza część to kurs odniesienia. Bierze się go z prognoz walutowych banków — nie ze średniej i nie z najgorszego scenariusza, tylko z górnego kwartyla dla importera: środka między medianą a maksimum prognoz. Odrzuca się w ten sposób ćwiartkę największych pesymistów, a i tak zostaje po bezpiecznej stronie mediany. Dla eksportera lustrzanie — dolny kwartyl.
Druga część to koszt ubezpieczenia tego kursu: premia rocznej opcji, która dawałaby prawo kupna waluty po kursie odniesienia. To liczba z rynku, którą poda bank, a nie szacunek.
Sens tej konstrukcji jest taki: gdybyś kupił tę opcję, miałbyś kurs 4,66 zagwarantowany na piśmie. Nie kupujesz jej — ale wiesz, ile kosztowałaby pewność, i tyle właśnie wpisujesz jako budżet. To jest liczba, którą można położyć przed zarządem i powiedzieć, skąd się wzięła.
Górny kwartyl prognoz jest dobrym punktem odniesienia, ale ma wadę: żeby go poznać, trzeba zebrać kilka prognoz, a przy okazji wysłuchać kilku opinii o tym, dokąd pójdzie złoty. Jest szybsza droga do liczby tego samego rzędu — i nie wymaga niczyjej prognozy, bo składa się wyłącznie z tego, co rynek kwotuje dziś.
Krok pierwszy: kurs terminowy na dwanaście miesięcy. To nie prognoza, tylko cena — poziom, po którym możesz dziś zawrzeć transakcję. Dla par ze złotym leży wyżej niż kurs bieżący, bo stopy w Polsce są wyższe. Znajdziesz go w naszym porównaniu po ustawieniu terminu na rok.
Krok drugi: premia rocznej opcji, przeliczona na grosze. W kalkulatorze opcji ustaw rok i swoją kwotę; premię podziel przez tę kwotę i masz liczbę w groszach na jednostce waluty.
Krok trzeci: dodaj je do siebie (importer) albo odejmij (eksporter). Wynik to kurs, po którym najgorszy realny scenariusz roku jest już zabezpieczony — bo za tę premię możesz kupić opcję, która Cię przy nim trzyma. Budżet policzony na tej liczbie nie potrzebuje szczęścia, tylko decyzji.
Odległość między kursem odniesienia a budżetowym — te 16 groszy — dzielimy na cztery równe ćwiartki po 4 grosze. Powstają progi 4,54 / 4,58 / 4,62 / 4,66. Na każdym z nich zabezpieczasz kolejną ćwiartkę rocznego budżetu.
Cała siła metody siedzi w prostym rachunku. Kupując po ćwiartce budżetu na każdym z czterech progów, płacisz średnio:
To znaczy, że nawet w najgorszym układzie — gdy rynek przebija wszystkie progi i ostatnią ćwiartkę kupujesz już powyżej budżetu — budżet i tak jest wykonany, z sześciogroszowym zapasem. Na rocznym budżecie 12 000 000 EUR to 720 000 PLN.
Alternatywa wygląda znajomo: czekać, patrzeć, jak kurs rośnie, liczyć na cofnięcie i kupić całość dopiero wtedy, gdy budżet już poleciał. Wtedy średnia to nie 4,60, tylko cena z dnia paniki. Te 720 000 PLN jest właśnie różnicą między systemem a nadzieją.
Do obu wariantów trzeba oczywiście doliczyć koszt samych forwardów — rzędu 2–3 groszy w skali roku. Nie zmienia to wniosku, bo obciąża tak samo obie ścieżki.
Wokół kursu odniesienia — po jednej ćwiartce w każdą stronę, czyli między 4,46 a 4,54 — leży strefa, w której nie robi się nic. Kupuje się walutę wyłącznie na bieżące potrzeby, tydzień, dwa, najwyżej miesiąc. Żadnych dużych nominałów.
Ciekawiej robi się przy powrocie. Załóżmy, że kurs poszedł w górę, zabezpieczyłeś dwie ćwiartki, a potem rynek się cofnął do strefy neutralnej. Zgodnie z zasadą nie powinieneś mieć tam zabezpieczeń — więc trzeba się odkryć. Ale nie przez zamykanie kontraktów ze stratą: przez metodę pół na pół. Płacąc kolejną fakturę, połowę kwoty bierzesz z rynku po bieżącym kursie, a połowę z posiadanych forwardów. Nominał zabezpieczeń topnieje sam, bo starych używasz, a nowych nie dokupujesz.
Efekt jest taki, że wracasz do zera bez realizowania strat, a jeśli zabezpieczenia były tańsze niż bieżący rynek — jeszcze z nadwyżką w kieszeni.
Drabinka broni budżetu przed ruchem w złą stronę. Ale ruch w dobrą stronę też wymaga reakcji — i to szybszej, niż podpowiada odruch.
Gdy kurs spada poniżej strefy neutralnej, importer zwiększa zabezpieczenia. Nie dlatego, że coś mu grozi, tylko dlatego, że każda kupiona wtedy waluta to czysta nadwyżka wobec budżetu. Przy budżecie 4,66 i rynku 4,35 zabezpieczenie połowy rocznych potrzeb oznacza 31 groszy zapasu na tej połowie. Grzechem jest tego nie wziąć — bo prognoza nie jest obietnicą i taka okazja nie musi wrócić.
Warto z góry zapisać w polityce, ile się przy takiej okazji realizuje. Zamykanie całości bywa kuszące i bywa błędem — zostawienie jednej trzeciej otwartej pozwala dalej płynąć z trendem, gdyby okazało się, że to dopiero początek ruchu.
Metoda ma rodowód akademicki sięgający lat siedemdziesiątych. Importer, który nie zabezpieczył budżetu, jest ekonomicznie w tej samej sytuacji, co inwestor, który wystawił opcję call: dopóki kurs stoi lub spada, wszystko jest dobrze; gdy rośnie — narastają straty. Inwestor broni się przed tym metodą delta hedgingu: kupuje instrument bazowy porcjami, tym więcej, im wyżej idzie rynek.
Drabinka progów to dokładnie ta sama mechanika, przełożona z portfela inwestora na budżet firmy. Eksporter jest lustrzanym przypadkiem — odpowiada wystawionej opcji put i dokłada zabezpieczeń, gdy kurs spada.
Cały ten system opisuje kiedy zabezpieczać, a nie czym. Tu obowiązuje osobna zasada: goły forward tylko na najbliższą, pewną ekspozycję — orientacyjnie do dwóch miesięcy. Wszystko dalej, czyli prognozy na trzeci, czwarty i kolejne miesiące, zabezpiecza się instrumentami z ograniczoną stratą: forwardem uczestniczącym albo forwardem z dokupioną tanią opcją put, która działa jak podkładka pod ujemną wycenę.
Tekst powstał na podstawie webinaru Jacka Maliszewskiego „Zarządzanie kursami budżetowymi" (odc. 15), kanał AceMarketU-TV. Opracowanie własne — diagram, przykłady i wyliczenia są nasze i zostały przeliczone niezależnie.