Zabezpieczenie nie musi czekać do terminu rozliczenia. Jeśli kurs poszedł mocno w stronę, przed którą się chroniłeś, kontrakt albo opcja są dziś warte realne pieniądze — i można je wziąć teraz, zamiast liczyć na to, że rynek utrzyma poziom przez kolejne pół roku. Rzecz w tym, żeby wiedzieć, kiedy to zrobić, a kiedy dać spokój.
Kurs spadł ostro. Pierwszy eksporter zabezpieczył się jesienią, po dobrym kursie, i teraz spokojnie zamyka zabezpieczenia z zyskiem — bo ryzyko, przed którym się chronił, właśnie się zmaterializowało i nie ma już czego pilnować. Drugi nie zrobił nic i dzisiaj, patrząc na te same notowania, panikuje: „a jak spadnie jeszcze niżej? muszę się natychmiast zabezpieczyć".
Ten sam rynek, ten sam dzień, ruchy dokładnie przeciwne. Jeden zbiera, drugi zaczyna siać — w najgorszym możliwym momencie, na dole, za gotówkę, pod presją strachu. Różnica nie wzięła się z tego, kto lepiej przewidział kurs. Wzięła się z tego, kto zabezpieczył się wtedy, kiedy było spokojnie.
Zabezpieczanie ma sezonowość, którą łatwo przegapić. Eksporterzy dostają okazję zwykle jesienią i na przełomie roku; importerzy — na wiosnę. Nie oznacza to, że trzeba trafić w jeden dzień. Przeciwnie: rozkłada się to na kilka porcji, co tydzień przez miesiąc, właśnie dlatego, że nikt nie trafia idealnie. Cztery transakcje, z których żadna nie jest najlepsza, dają średnią lepszą niż jedna próba wstrzelenia się w szczyt.
Zbiory przychodzą wtedy, gdy ryzyko się zrealizowało — kurs zszedł nisko, rynek jest wyprzedany, panika się wypaliła. Wtedy zabezpieczenie zrobiło swoje i trzymanie go dalej niczego już nie chroni.
Zasada brzmi: realizuj zysk dopiero wtedy, gdy wynosi co najmniej 10–15 groszy na jednostce waluty. Przy trzech czy pięciu groszach nie warto ruszać.
Powód jest arytmetyczny i wart wyjaśnienia, bo z niego wynika cała reguła. Zamknięcie pozycji kosztuje — bank odkupi kontrakt czy opcję nieco taniej, niż są warte. Ten koszt jest mniej więcej stały, niezależny od tego, ile zarobiłeś. Zysk stały nie jest.
| Zysk na papierze | Koszt zamknięcia | Zostaje Tobie | Udział banku |
|---|---|---|---|
| 3 gr | 2 gr | 1 gr | 67% |
| 5 gr | 2 gr | 3 gr | 40% |
| 10 gr | 2 gr | 8 gr | 20% |
| 15 gr | 2 gr | 13 gr | 13% |
| 30 gr | 2 gr | 28 gr | 7% |
Przy zysku trzygroszowym oddajesz instytucji dwie trzecie tego, co zarobiłeś, i zostajesz bez zabezpieczenia. Przy trzydziestogroszowym — siedem procent. Dlatego próg nie jest przesądem, tylko miejscem, w którym koszt transakcji przestaje być istotną częścią wyniku. Przyjęte tu 2 grosze to wartość poglądowa; realny koszt zamknięcia poda Twoja instytucja i warto go znać przed, a nie po.
Odkupienie forwardu. Eksporter sprzedał forward po 4,22. Kurs spadł do 3,90. Dzwoni do banku i odkupuje kontrakt po bieżącej cenie: różnica 32 grosze, przy nominale 100 000 — 32 000 PLN na konto. Pozycja zamknięta, zobowiązania nie ma.
Odsprzedaż opcji — importer. Kupił opcję call ze strikiem 3,50, płacąc 18 groszy premii. Kurs wzrósł do 3,90, więc prawo kupna po 3,50 jest warte co najmniej 40 groszy. Odsprzedaje opcję bankowi: 40 minus zapłacone 18 to 22 grosze zysku, czyli 22 000 PLN na nominale 100 000.
Odsprzedaż opcji — eksporter. Kupił put ze strikiem 4,10 za 18 groszy. Kurs spadł do 3,70, więc prawo sprzedaży po 4,10 warte jest 40 groszy. Bank odkupuje za 39 — ten jeden grosz to właśnie koszt z tabeli wyżej. Zysk 21 groszy, czyli 21 000 PLN.
Tu jest moment, w którym realizacja zysku zamienia się albo w rozsądne zarządzanie, albo w zwykłą spekulację. Zamknięcie zabezpieczenia oznacza, że ekspozycja wróciła — jeśli kurs pójdzie dalej w tę samą stronę, nie ma już nic, co by ją amortyzowało.
Dlatego część zrealizowanego zysku powinna wrócić do gry jako nowa ochrona: opcja kupiona za tę właśnie gotówkę, na wypadek gdyby ruch miał trwać. Różnica psychologiczna jest ogromna. Kupowanie opcji na dołku za pieniądze z bieżącego rachunku boli i mało kto to robi. Kupowanie jej za świeżo zrealizowany zysk z poprzedniego zabezpieczenia jest tą samą transakcją, tylko wykonalną — bo pieniądze już są i pochodzą stąd, że poprzednia decyzja była trafna.
Zamknięcie nie jest jedyną drogą i często nie jest najlepszą. Zamiast odkupywać kontrakt, można go zużyć metodą pół na pół: płacąc kolejne faktury, połowę kwoty bierzesz po kursie bieżącym, a połowę z posiadanych zabezpieczeń. Nominał otwartej pozycji topnieje sam, bez ani jednej transakcji zamykającej — czyli bez kosztu z tabeli w sekcji trzeciej.
Zamknięcie ma sens tam, gdzie zabezpieczenie stało się zbędne albo gdy zysk jest tak duży, że szkoda ryzykować jego utratę. Zużycie — tam, gdzie ekspozycja nadal istnieje i zabezpieczenie wciąż ma co chronić.
Wszystkie powyższe progi i zasady mają jedną wspólną cechę: trzeba je zapisać zanim sytuacja zrobi się dramatyczna. Wymyślanie polityki w dniu, w którym kurs skacze o dwadzieścia groszy, nie działa — nie dlatego, że brakuje wiedzy, tylko dlatego, że brakuje spokoju.
Dobra proporcja to mniej więcej osiemdziesiąt procent reguł i dwadzieścia procent wyczucia. Reguły odpowiadają na pytania „przy jakim zysku realizuję", „jaką część zamykam, a jaką zostawiam", „co robię z gotówką". Wyczucie zostaje na to, czego regułą się nie da zapisać. Odwrotna proporcja — dwadzieścia procent zasad i osiemdziesiąt procent przeczucia — kończy się tak, jak kończy się większość decyzji podejmowanych pod wpływem strachu albo chciwości.
Tekst powstał na podstawie webinaru Jacka Maliszewskiego „Realizacja zysków z hedgingu" (odc. 14), kanał AceMarketU-TV. Opracowanie własne — wszystkie przykłady przeliczyliśmy niezależnie; tabela kosztu zamknięcia i jej wnioski są nasze.