W całym katalogu instrumentów jest jedno rozróżnienie ważniejsze od wszystkich nazw razem wziętych: czy w tej transakcji opcję KUPUJESZ, czy SPRZEDAJESZ. Po jednej stronie tej granicy najgorszy scenariusz jest z góry znany. Po drugiej nie ma dna. A w ofercie obie wyglądają podobnie — bo ta druga nigdy nie ma faktury.
Zapłaciłeś premię z góry — jesteś kupującym. Masz prawo, nie obowiązek. Twoja maksymalna strata to ta premia i ani grosza więcej, cokolwiek zrobi kurs. Tu można spać.
Nie zapłaciłeś nic, a kurs masz lepszy niż w zwykłym forwardzie — coś sprzedałeś. Jeszcze nie wiesz co, ale za ten lepszy kurs ktoś zapłacił i tym kimś jesteś Ty. Trzeba znaleźć czym.
Dostałeś pieniądze przy podpisie — jesteś wystawcą, bez wątpliwości. Wziąłeś premię i wziąłeś zobowiązanie. Zobowiązania nie mają sufitu.
Kupowanie opcji ma fakturę. Jest premia, jest przelew, jest pozycja w rachunku wyników i pytanie od księgowej. Koszt boli od razu i dlatego się o nim pamięta.
Sprzedawanie opcji faktury nie ma. Nie ma przelewu, nie ma pozycji, nie ma pytania. Jest za to lepszy kurs w umowie — czyli coś, co wygląda na sukces negocjacyjny. Zapłata następuje dopiero wtedy, gdy kurs pójdzie nie tam, gdzie miał, czasem po roku, czasem po dwóch.
Stąd bierze się cała asymetria tej rozmowy. Instrument, który kosztuje, wygląda drogo. Instrument, który może kosztować dziesięć razy więcej, wygląda na darmowy. Najniebezpieczniejszy produkt zawsze wygląda najprzyjaźniej — nie przez złą wolę sprzedawcy, tylko przez to, gdzie stoi jego cena w czasie.
1. Gdziekolwiek pada słowo „podwójny", „2×", „lewar" albo „ratio". To jest najkrótsza droga do wystawcy. Sprzedana opcja na dwukrotność Twojej ekspozycji znaczy, że w złym scenariuszu wymieniasz więcej waluty, niż masz — a nadwyżka jest czystą pozycją spekulacyjną. Nie jest to niuans: przy takiej strukturze rynek lepszy o dziesięć groszy od poziomu ochrony daje Ci kurs gorszy o dziesięć groszy. Sprawdziliśmy to na czytelniku, który znał tylko opis: pomylił się o 18 000 PLN na stu tysiącach euro, i to w stronę „jest bezpieczniej, niż jest".
2. Twój zysk ma sufit, a strata go nie ma. Każde zdanie w rodzaju „po osiągnięciu celu struktura wygasa" opisuje wyłączenie Twojej korzyści. Sprawdź, czy istnieje symetryczny zapis wyłączający Twoją stratę. Zwykle nie istnieje i nikt tego nie ukrywa — po prostu nikt o tym nie mówi, dopóki nie zapytasz.
3. Bariera, która coś Ci zabiera. Warunek, po którym Twoja ochrona znika albo Twoja korzyść przepada, to opcja, którą sprzedałeś — nawet jeśli w umowie nie ma słowa „sprzedaż". Zapytaj dodatkowo, czy bariera jest obserwowana ciągle, czy tylko w dniu rozliczenia: przy barierze wyłączającej ciągła obserwacja zabiera około jednej piątej wartości Twojej ochrony.
4. Kurs lepszy niż forward, bez premii. To najczystszy sygnał, bo nie wymaga rozumienia konstrukcji. Zwykły forward jest ceną rynkową pewności. Jeśli ktoś daje Ci pewność lepszą i za darmo, to nie jest hojność — to znaczy, że gdzieś w tej umowie stoi zobowiązanie, którego jeszcze nie zauważyłeś. Twoim zadaniem nie jest się domyślić, tylko zapytać, gdzie ono jest.
Najlepszy przykład tego, że intuicja tu zawodzi, daje akumulator — struktura, w której klient jest wystawcą seryjnie, co miesiąc. Puściliśmy ją przez dwadzieścia tysięcy losowych lat, przy poziomach wycenionych uczciwie, żeby mierzyć samą konstrukcję, a nie czyjąś marżę.
Weźmy jeden przypadek i nazwijmy go z imienia, żeby dało się go sprawdzić: eksporter, 100 000 EUR co miesiąc przez rok. W 93 latach na 100 kończy na plusie — średnio 15 690 PLN. W pozostałych siedmiu traci średnio 215 858 PLN. Rachunek się spina: 93 × 15 690 = 1 459 170, a 7 × 215 858 = 1 511 006. Różnica 3,6% to niepewność samej symulacji — średnią strat liczymy z około tysiąca czterystu ścieżek, a nie z dwudziestu tysięcy, więc jest mniej dokładna. Twardszy dowód jest zresztą bezpośredni: wartość całej struktury przy podpisie wyszła −978 PLN na nominale, który przez rok sięga 1,2 mln EUR. Zero, co do szumu. Tak właśnie wygląda uczciwie wyceniona struktura, w której jesteś wystawcą — i to nie znaczy, że jest dla Ciebie dobra. Znaczy tylko, że nikt Cię nie oszukał na cenie. Dla innych walut i dla importera kształt jest ten sam: na plusie 90–93 lata na 100, na minusie średnio od 144 do 326 tysięcy.
I mechanizm, który to tłumaczy: gdy idzie dobrze, cel zysku zostaje osiągnięty średnio po półtora miesiąca i struktura gaśnie. Dobra passa ma w umowie sufit. Gdy idzie źle — nic jej nie zatrzymuje i trwa cały rok, z podwójną kwotą.
Dlatego sprzedawca może w dobrej wierze powiedzieć „u naszych klientów to prawie zawsze wychodzi" i mieć rację. Dziewięćdziesiąt trzy procent to nie jest dowód bezpieczeństwa. To jest dowód, że ten jeden raz będzie duży.
„Czy w tej transakcji kupuję opcję, czy ją sprzedaję? Jeśli jedno i drugie — na jakich nominałach?" Pytanie o nominały jest ważniejsze od pytania o poziomy. Jeden do jednego to korytarz. Jeden do dwóch to zupełnie inny produkt pod podobną nazwą.
„Ile stracę przy kursie o dwadzieścia procent gorszym?" Prosisz o jedną liczbę, nie o wykres. Jeśli odpowiedź brzmi „to bardzo mało prawdopodobne", to nie jest odpowiedź — to jest unik. Bank ma tę liczbę na ekranie.
„Czy moja strata ma limit? Jeśli tak, gdzie jest zapisany?" Odpowiedź „w praktyce tak" nie liczy się. Albo jest paragraf, albo limitu nie ma.
„Ile kosztowałaby zwykła opcja z tą samą ochroną?" To pytanie ujawnia cenę, której nie widać. Jeśli struktura bez premii daje ochronę wartą osiem tysięcy złotych, to znaczy, że osiem tysięcy skądś przyszło — z czegoś, co sprzedałeś.
„Co się stanie, jeśli faktura nie przyjdzie?" Przy kupionej opcji nie stanie się nic — masz prawo, z którego nie skorzystasz. Przy każdej strukturze z nogą sprzedaną zobowiązanie zostaje i trzeba je rozliczyć walutą, której nie masz.